Wieki temu przy luźnej rozmowie z moim ówczesnym wspólnikiem Tomkiem dotarliśmy do kwestii porządku panującego w biurze. Poszło o stan biurek a puentę ustaliliśmy, że ci co mają bałagan na biurku to mają porządek w głowie i na odwrót ci o czystych biurkach mają bajzel w głowie. No i tak to sobie zostało jako humorystyczne podsumowanie wieczoru.
Wraca to do mnie jednak co jakiś czas bo ciężko mi się z tym pogodzić. Bliższy prawdy jest wniosek, bajzel na biurku to bajzel w głowie. Nie ograniczam się tu do fizycznego stanu biurka przy którym pracujesz. Raczej chodzi o wirtualne biurko czyli cały Twój warsztat, narzędzia, sposób przetwarzania informacji, podejmowania decyzji.
Zawodowo mam okazję współpracować z wieloma osobami. Łączą nas różne relacje i zależności więc na podparcie mojej tezy zebrałem nieco “dowodów”. Trzy historyjki z życia.
Przypadek pierwszy. Zaczynam daily. Pada pytanie o status jednego z licznych zadań, które powinno być realizowane lub nawet skończone. Widzę na ekranie jak osoba odpowiedzialna za to zadanie zaczyna nerwowo poruszać oczami przed ekranem swojego komputera, klika biega… w końcu lituję się i przeklejam na chat link do zadania. Niech biedak wyjdzie jakoś z tej sytuacji zanim wszyscy zaśniemy w oczekiwaniu aż znajdzie to czego szuka. Okazuje się jednak, że wyciągnięta ręka na nic się zdaje bo w zadaniu poza nazwą nie ma nic, zero komentarza. Nawet nie zostało dopisane jak delikwent chce to zadanie wykonać. Zaczyna się jakieś tłumaczenie, że zadanie niby jest zrobione ale jeszcze coś chyba trzeba zrobić, ale nie wiadomo co. No szlag mnie trafia bo nie dalej jak 48h wcześniej rozmawialiśmy o tym temacie, ustaliliśmy co ma być zrobione. No ale artysta jak odłączył meeta to resztę też odłączył i poszedł zostawiając pustkę.
Przypadek drugi. Rozmawiamy o czymś związanym z informacjami jakie są nam potrzebę aby wykonać zadanie. Okazuje się, że są one powtarzalne i można z nich zrobić prostą listę tak aby nie tracić czasu za każdym kolejnym podejściem do tematu z nowym klientem. Czego więc można się spodziewać gdy pojawia się nowy klient? Tak! Bingo! Nerwowe spotkanie i zbieranie od nowa czegoś co zbieraliśmy już 3 czy 4 razy. I tłumaczę, zrób listę. Pierwsza lista będzie niepełna ale za każdym kolejnym razem będziemy mogli ją uzupełnić o nową wiedzę jaka pojawiła się w projekcie. Ale nie po co. Zajebiście jest obklejać certyfikatami z kazienów i princów ale szkoda, że gówno się z tych szkoleń wynosi i dalej każdy problem rozwiązuje się poprzez walenie w niego młotkiem.
Przypadek trzeci. W firmie obowiązuje kilka cyklicznych spotkań. Mają one swoją przestrzeń w dokumentach gdzie zbierane są materiały przed spotkaniem aby poskładać agendę i w miarę sprawnie przez nią przejść. No ale to jest wersja dla frajerów. Najlepiej jest przyjść na spotkanie i w przerwach między punktami agendy wrzucać losowe opowieści i problemy. Przecież wiadomo, że reszta zespołu nie ma nic lepszego do roboty jak poskakać z tematu na temat i poszukać ad hoc rozwiązań.
Bajzel, chaos i spontan. Okazjonalnie jeszcze ktoś na bezczela okrasza to “bo ja jestem zwinny”. D*pa jesteś a nie zwinny. Jesteś kosztem i wrzodem w d. organizacji. Firmy, które mają wyniki to nie jest banda biegających randomów.
No to taki dziś emocjonalny wpis bo jak patrzę na te wszystkie mądrości o tym czego to nie trzeba aby być produktywny i w ogóle to mnie krew zalewa. Wystarczy robić coś z głową na początek i nie rozwalać roboty ludziom z zespołu.


