Cześć, nazywam się

Lech Rychliński

A to są moje przemyślenia spod prysznica...

gru 2, 2024

Z perspektywy coacha wiem, że każdy zna najlepsze dla siebie rozwiązanie swoich problemów. Nie da się w pełni wejść w czyjeś buty, zrozumieć sytuację i podjąć lepszej decyzji niż ta osoba. To tak z perspektywy coacha, niemniej jednak jest też perspektywa osoby posiadającej doświadczenie w kilku sprawach. Tu sytuacja się komplikuję. Jeśli uważam, że wiem lepiej jak coś zrobić to wypadałoby się tą wiedzą podzielić. Tu znów jest kilka wariantów, mogę przecież niczym mentor powiedzieć jak ja bym to zrobił albo jak tutor pokazać jak zrobić i oczekiwać zaadoptowania nowych metod.

Polecam na początek takie doświadczenie z własnymi dzieciakami (albo cudzymi, dzięki czemu zawsze można uciec jeśli eksperyment pójdzie w złą stronę!). Dzieciaki mają tę przewagę nad dorosłymi, że się tak nie spinają i jeśli pokażesz im coś co ich nie przekonują to po prostu Cię oleją i pójdą swoją drogą. U dorosłych sytuacja bywa różna 😉

Piszę dziś o tym ponieważ zderzyłem się z trywialną wręcz sytuacją. Jest człowiek, jest nawał pracy, jest jasny komunikat — “Rób jedno ale do końca, nie rozkopuj kilku na raz”. Czego tu nie rozumieć? 🙂 No wychodzi na to, że wszystkiego. Mija tydzień, drugi i nagle okazuje się, że las płonie. Gość nie wie w co ma wsadzić ręce, na statusie raportuje, że codziennie siedzi po godzinach i walczy niczym lew z klientami, którzy go atakują i ciągle czegoś od niego chcą bo mają otwarte sprawy. Więc pytam, kto te sprawy pootwierał bo mój stan wiedzy był taki, że klienci byli poukładani i poinformowani o potrzebie poczekania na swoją kolej. Czego się dowiaduje? Ano, że nasz główny bohater otworzył w ciągu kilku pierwszych dni wszystkie sprawy, bo przecież klienci czekają.

W takich momentach mam niestety w głowie cytat z jakiegoś filmu, którego już nie pamiętam. “Bo ja myślałem… Nie rób rzeczy na których się nie znasz”. Zataczamy koło i zaczynam tłumaczyć. Jeden zamknięty temat to rozwiązany problem. Można zabrać się spokojnie za następny. Wszystkie otwarte tematy to masa problemów a do tego stres. Po co tak robisz. Dlaczego nie posłuchałeś jak wyjaśniałem. Skąd pomysł na nowe priorytety skoro były już ustawione. Czemu sam pchasz się pod walec drogowy.

Odpowiedź jest zazwyczaj taka sama, “chciałem dobrze, chciałem popchnąć sprawy, chciałem mieć to już za sobą…” jednak okazuje się, że wyszło jak zwykle. Do tego i tak na koniec po głowie dostaje przełożony, bo raz, że nie upilnował podwładnego a dwa, że musi mieć niezły bałagan w tym swoim zespole skoro tak się dzieje.

Wracając do początku tego wpisu i głównego pytania. Czy jeśli wiem, że ktoś w moim zespole nie wytrzyma ciśnienia i pęknie to powinienem go pilnować bardziej, czy nie? Pewnie powiecie, że jako doświadczony menadżer powinienem pracować nad jego rozwojem, tłumaczyć, pokazywać… prawda. Ale z drugiej strony bufor bezpieczeństwa na tą naukę jest mały. Jeden klient, drugi, trzeci da się wytłumaczyć ale później ja zaczynam tracić czas na zamiatanie problemów, których mogłoby nie być. Więc gdzie jest ta granica kiedy już elastyczne podejście należy zmienić w procedurę stanowiskową? Jak myślicie?

albo zajrzyj na mój profil

Dobry boomerski licznik odwiedzin 🙂

000774