Dziś mniej branżowo, a trochę życiowo. Nowy rok szkolny wystartował. Dzieciaki ruszyły zdobywać wiedzę lub – bądźmy szczerzy – nudzić się niemiłosiernie. O dzisiejszej szkole, jak i o wczorajszej, można by pewnie napisać wiele. Mnie jednak zastanowiło coś innego.
Czy dzieciaki powinny umieć instalować Windowsa…?
Kiedy zaczynałem swoją karierę w IT, na uczelniach w zakresie były “druty” i inne przedmioty, na które się nie załapałem 😉 Uczyły one jednak, jak działa komputer. Pamiętam, jak rozkminiałem z kolegą i ówczesnym mentorem, czy fakt, że nie ukończyłem studiów informatycznych i nie wiem, jak działa procesor, stawia mnie niżej w hierarchii inżynierów informatyków. Nie doszliśmy do żadnych mądrych wniosków, gdyż złocisty płyn stymulujący rozmowę się skończył.
Dziś irytuje mnie, gdy moje dzieciaki przychodzą do mnie z każdą komputerową pierdołą. “Aplikacja nie działa”, “nie uruchamia się”, “nie zamyka się”, “każe wgrać jakieś aktualizacje”. Wróciłem do zastanawiania się, czy współczesny użytkownik komputera musi rzeczywiście wiedzieć, jak on działa – i to na dużo wyższym poziomie niż wspomniana budowa procesora. W końcu spędzamy z tymi urządzeniami pół dnia, a nawet więcej. Czy nie powinniśmy wiedzieć, jak to działa i jak z tym postępować?
Tu przypomniała mi się historyjka z czasów, gdy zdawałem prawko. Mama śmiała się, że ona to musiała znać budowę silnika i cykle spalania, a mnie dali kierownicę i zapytali o parę znaków – i wio. To przekonało mnie, że może faktycznie nie trzeba znać budowy komputera, żeby na nim pracować. Te urządzenia są coraz bardziej skomplikowane, z drugiej strony ich interfejsy dążą do maksymalnej prostoty (tak na serio, to nie wiem, czy jeszcze się “instaluje Windowsy” – MacOS’a nie instalowałem od dobrych 5 lat, bo i po co, samo się robi). Nie możemy wszystkiego wiedzieć, bo pękłyby nam głowy 😉 Więc może warto odpuścić zagłębianie się w szczegóły.
Z drugiej jednak strony rośnie przepaść między “mugolami” a “czarodziejami”, którzy wiedzą, jak to działa. To raczej ci drudzy będą w przyszłości pożądanymi specjalistami, budującymi świat tych pierwszych. Pozostaje tylko pytanie jak wskoczyć do tego pociągu skoro po 3 latach informatyki obsługa edytora tekstu stanowi wyzwanie a arkusza kalkulacyjnego jeszcze nie widziały 😳
A to są moje przemyślenia spod prysznica...

Wcześniejsze wpisy...
Chaos to nie metoda, to wymówka
Nie kupuję gadki, że bałagan to oznaka kreatywności. Gówno prawda. Jeśli masz bajzel na biurku, w Jirze i w głowie — to nie jesteś zwinny, tylko rozpieprzony. I wkurza mnie, jak bardzo ten “chaos twórczy” rozwala robotę całego zespołu.
Procedury a biurokracja — kto na tym przegrywa
Współpraca z dużymi firmami potrafi być jazdą bez trzymanki. Niby umawiamy się na wspólny cel, ale zaraz okazuje się, że klient ma swój święty proces – nie do ruszenia. Proponuję im sprawny system obsługi zgłoszeń? Słyszę: „Nie ma opcji, my mamy swoje standardy.” A potem… zaczynamy ręcznie przepi...
5 aktualnych wyzwań na stanowisku CTO
W artykule omawiam pięć aktualnych wyzwań, które regularnie stają przed CTO. Na pierwszym miejscu znajduje się sztuczna inteligencja (AI), która budzi zarówno fascynację, jak i obawy. Jednym z kluczowych aspektów jest wpływ AI na efektywność pracy. Choć modele językowe oferują imponującą szybkość...
Wątpisz w siebie? Spokojnie to tylko syndrom oszusta.
Czasami w życiu zawodowym możemy czuć się jak impostor. Stajemy przed istotnymi decyzjami, zadajemy sobie pytania o nasze umiejętności i kompetencje, a w rezultacie rodzi się przekonanie, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. To zjawisko, znane jako „syndrom oszusta”, jest dość powszechne i może ...

