Podobno uczymy się na porażkach. Sukcesy celebrujemy ale nie wyciągamy z nich wniosków. Natomiast porażki to przepastne źródło wiedzy. Otóż moim zdaniem to tak jakby nie do końca prawda.
Od czasu jak rozpleniły się startupy, które już dawno zatraciły swój główny cel istnienia to zaraz za nimi rozpleniły się porażki. Co rusz to ktoś failuje no i niestety pisze smutnego posta na LN o tym, że musi zacząć od nowa po czym znajduje kolejnych inwestorów i przewala kolejną kasę i znów failuje. Jednak za każdym razem solennie obiecuje, że wyciągnął wnioski. Bzdura, żadnych nie wyciągnął. Z porażek uczynił już swój styl prowadzenia biznesu. W końcu nie ma nic przyjemniejszego niż wydawanie cudzych pieniędzy na siebie.
Moim zdaniem porażki, które zmieniają to te, które nas naprawdę przygniotły do ziemi. Były silnym, emocjonalnym przeżyciem. To te sytuacje kiedy nie śpisz o 4 rano i zastanawiasz się czym spłacić ratę kredytu w przyszłym miesiącu. To te, kiedy siedzisz pod kancelarią i trzymasz kciuki aby radca był w stanie coś wymyślić, aby komornik Cię nie zwindykował.
Aby zmienić człowieka coś musi nim poważnie wstrząsnąć, jego systemem wartości, poczuciem bezpieczeństwa. Wtedy faktycznie pojawia się wielka wola aby tego błędu nie popełnić.
Postanowiłem podzielić się dziś tą myślą, ze względu na to, że sam kiedyś w życiu podjąłem decyzje, która kosztowała mnie naprawdę wiele. Dziś mogę powiedzieć, że sobie poradziłem i wyszedłem silniejszy ale wtedy byłem bliski śmierci z przerażenia. Takiego uczucia nie da się outsourcować nawet na bliskich, jest się w nim samemu. Tym bardziej czytając kolejne posty o tym porażkowaniu i uczeniu się to jednak uważam, że trzeba odróżnić prawdziwą porażkę, która czegoś uczy od tej z której uczyniliśmy styl życia bo tak jest fajnie.
Na koniec dodam, że z sukcesów też można się wiele nauczyć. Właśnie tego, że sukces był efektem zmiany po poniesionej porażce i że zastosowane rozwiązanie jest skuteczne bo nie popełniliśmy tego samego błędu ponownie.
Czy to uchroni nas od kolejnych błędów? Ależ nie! Jednak każdą kolejną decyzję w życiu będziemy podejmować z większą rozwagą. Taka sytuacja nas wzbogaca i pozwala być bardziej świadomym swoich decyzji. I tego Wam życzę 🙂
A to są moje przemyślenia spod prysznica...

-
Chaos to nie metoda, to wymówka
Nie kupuję gadki, że bałagan to oznaka kreatywności. Gówno prawda. Jeśli masz bajzel na biurku, w Jirze i w głowie — to nie jesteś zwinny, tylko rozpieprzony. I wkurza mnie, jak bardzo ten “chaos twórczy” rozwala robotę całego zespołu.
-
Procedury a biurokracja — kto na tym przegrywa
Współpraca z dużymi firmami potrafi być jazdą bez trzymanki. Niby umawiamy się na wspólny cel, ale zaraz okazuje się, że klient ma swój święty proces – nie do ruszenia. Proponuję im sprawny system obsługi zgłoszeń? Słyszę: „Nie ma opcji, my mamy swoje standardy.” A potem… zaczynamy ręcznie przepi...
-
5 aktualnych wyzwań na stanowisku CTO
W artykule omawiam pięć aktualnych wyzwań, które regularnie stają przed CTO. Na pierwszym miejscu znajduje się sztuczna inteligencja (AI), która budzi zarówno fascynację, jak i obawy. Jednym z kluczowych aspektów jest wpływ AI na efektywność pracy. Choć modele językowe oferują imponującą szybkość...
-
Wątpisz w siebie? Spokojnie to tylko syndrom oszusta.
Czasami w życiu zawodowym możemy czuć się jak impostor. Stajemy przed istotnymi decyzjami, zadajemy sobie pytania o nasze umiejętności i kompetencje, a w rezultacie rodzi się przekonanie, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. To zjawisko, znane jako „syndrom oszusta”, jest dość powszechne i może ...

