“Mój zespół” — nie mylić z chłopem 😉 Będąc menedżerem masz swój zespół prawda? Ale czy jesteś pewna/pewien, że to właśnie TEN zespół?
Sam często mówiąc o moim zespole mam na myśli ludzi, którzy zostali oddani pod moje zarządzanie 🙂 Nie do końca jednak jest to prawda, ponieważ z wielu powodów Twoi podwładni nie do końca są Twoim zespołem. Nawet będąc super fajny, to jednak zawsze jesteś szefem a do tego pozostajesz w sferze interesów podwładnego zespołu.
No to gdzie ten zespół pewnie zapytacie 🙂 Zachęcam do zapoznania się z koncepcją Patricka Lencionego opisującą zespół #1. To menadżerowie pozostałych działów, z którymi tworzysz całą organizację są zespołem, o który powinieneś dbać (wszyscy powinniście). Dlaczego? Odpowiedzi udziela autor koncepcji w swoim filmiku.
Choć 5 dysfunkcji i team #1 jest mi znany od bardzo dawna to jednak szczerze przyznaję, że wciąż popełniam ten sam błąd. Priorytet kładę na “mój” zespół a nie na zespół w którym powinienem być aktywny.
Zastanawiałem się dlaczego tak się dzieje i skąd wciąż ten sam błąd i chyba powód jest dość prozaiczny. Jak to się mówi, bliższa ciału koszula niż sukmana. Domena mojego zespołu jest dla mnie jaśniejsza, mam w niej większą władzę i kompetencję więc łatwiej jest działać na tym polu niż w obszarze gdzie mamy równych sobie, nasza władza nie jest tak silna a i kompetencje też nie pełne.
Zgadzam się z tezą, że koniec końców nasi ludzie chcą widzieć zgrany zespół zarzadzający organizacją a nie bandę dzieciaków szarpiących się o wiaderko i łopatkę. Jak to osiągnąć? Może kluczem jest postawa kolejnego poziomu czyli ładnie nazwanego C‑line’u. Może to jest jedna z głównych funkcji CEO aby przypominać swoim menedżerom co jest ważne i tworzyć atmosferę współpracy a nie pola bitwy o budżet, wpływ, ludzi i uwagę?
Jak zawsze zapytam o Wasze zdanie 🙂 co o tym sądzicie?


