
Ups. I doin’ it again 🙂 Tym razem nie pora na przemyślenia spod prysznica tylko poważną rozkminę nad życiem 🙂 Od 12 lat prowadzę Rocket Studio. Zaczynaliśmy w 3 z Tomkiem i Gosią. Dziś nasze drogi się rozeszły i każde poszło swoją. Od tego czasu już kilkukrotnie próbowałem podzielić się władzą w Rocket’cie tak aby zwiększyć naszą moc. Choć do firmy dołączyła Ania, później Filip to jednak okazuje się, że konsekwentnie gdzieś za każdym razem popełniam błąd ponieważ dochodzimy do punktu w którym nasze drogi się rozchodzą.
Razem z Pawłem i Agile Labs popełniłem kiedyś taki webinar o budowaniu zespołu i oddawaniu władzy. Wymieniłem tam kilka aspektów, które uważam za ważne w zarządzaniu ludźmi i pracy z nimi a jednak patrząc wstecz mam wrażenie, że no chyba jednak szewc bez butów chodzi.
To co mnie pociesza, to że z większością osób, które się przez Rocket Studio przewinęły i “kliknęło” mam kontakt do dziś i nadal potrafimy porozmawiać, spotkać się, więc zakładam, że szefem świnią nie byłem 😉 Podobny kontakt mam też z zespołami w których pracowałem już jako interim czy w Benefit, Cyfrowe, Trójmiasto. Więc chyba aspekt atmosfery współpracy możemy zostawić na razie w spokoju. Może w komentarzach się coś pojawi co obali ten punkt 😉
Zastanawiałem się czy może nie jest jakimś problemem brak możliwości realizacji. Wiecie co nie zrobicie to szaf na końcu i tak to ocenia, poprawia i podpisuje się pod tematem. Tu jednak mam wrażenie, że ratunkiem jest moje lenistwo. Jak ktoś coś mi zabierze z biurka i ogarnie to raczej się nie wcinam. Nie wiem czy Marta to potwierdzi no ale biorąc pod uwagę, że zdarzają się czasem długie przerwy kiedy nie mamy się jak na spokojnie zgadać a jednak ustalony kierunek “się dzieje” świadczy chyba o tym na plus.
I tak na koniec został mi ostatni punkt i chyba ten jest najsłabszy. Delegowanie. Jak wyżej, jeśli już coś oddam to spoko ale problemem jest oddawanie. Przynajmniej tak czuję. Od kilku miesięcy pracuję nad sobą aby podzielić się obowiązkami z osobą, która dołączyła do Rocketa. Na razie nie będę Jej robił siary i zachowam w tajemnicy, chyba, że sama się ujawni 🙂 Wracając do sedna, odbijam się znów od band. Z jednej strony chcę część obowiązków oddać a z drugiej… siadam, czytam, myśle wychodzi, że trzeba działać i zamiast poczekać, oddelegować i odebrać gotowe to znów, zaczynam, nie dokańczam, przekazuje, wkurzam się na siebie, że tak późno i żeby finalnie dowieźć na odpowiednim poziomie następuje szarpanina zadań.
Przynajmniej mam tego świadomość tym razem, nawet większą niż ostatnio. Lepiej przygotowałem sobie podział zadań. Staram się zapisywać co chcę oddać i jednocześnie nie wtyka w to swojego nosa tylko przyjmować jako gotowy produkt.
Także jak widać, można mieć wiele lat doświadczenia a jednak wciąż popełniać błędy nowicjusza. Ważne aby nad nimi pracować i nie wpaść w przekonanie, że będąc prezesem muszę osobiście sprawdzać czy papier toaletowy wisi w dobrą stronę. Wszystkim moim dotychczasowym partnerom/współpracownikom ufałem i tym razem planuje jeszcze bardziej przyłożyć się do tego aby to zaufanie było odczuwalne. Trzymajcie kciuki!
Zobacz też

